cześć. wróciłam do Was w końcu. dobra porozmawiajmy o tych cieżkich chwilach kiedy masz ochotę siegnąć po żyletkę i zrobić kolejne kreski. wiem sama po sobie jak to jest, słyszysz w głowie tak jakby głowy, które namawiają Cię do tego a Ty w końcu się poddajesz i to robisz bo tak bardzo cierpisz.
wiele razy miałam tak, że trzymając żyletkę w ręce byłam w nią wpatrzona, w głowie miałam różne myśli. z jednej strony dałoby mi to satysfakcje a z drugiej to byłaby po prostu zwykła kolejna blizna przypominająca mi o tym wszystkim o czym tak bardzo chciałabym zapomnieć. za każdym razem jakbym popatrzyła się na nowe blizny myślałabym o tym dlaczego to zrobiłam i nic by mi to w sumie nie dało.
nie robię tego już tak często jak kiedyś.
kiedyś nie byłam tak silna psychicznie jak teraz, mam mnóstwo problemów jak każdy no ale staram się dać sobie z nimi rady bez cięcia się.
jednak czasami były takie ciężkie chwile kiedy codziennie płakałam, byłam w rozszypce, nie mogłam znaleźć dla siebie miejsc, wtedy sięgałam po żyletkę i robiłam kolejne cięcia. przychodził nowy dzień ja zamiast jeść śniadanie czy robić cokolwiek szłam do łazięki i robiłam kolejne cięcia, często było tak, że nie robiłam tego tylko raz dziennie. każdy ruch żyletki spowodował, że chciałam więcej. i tak po trzech dniach zostałam z całą ręką blizc (było ich aż 32) i nic poza tym, nic mi to nie dawno. jak robiłam to kolejny raz to nie miałam z tego satysfakcji. mówi to osoba po 2 letnim uzależnieniu.
udaje mi się normalnie fukcjonować bez tego wszystkiego (szkoda, że tak późno). wam też radzę sprobować. jak macie jakiś problem to zwróćcie się do swoich bliskich, oni zawsze wam pomogą :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz